wtorek, 15 marca 2011

Consummatum est

Miało być zajebiście.
Nie obyło się bez przypału.
What a shame...

W sumie miało być sto testów, 
wyjdę obronną ręką, to powinno cieszyć.
A jednak...


Wniosek z dzisiejszego dnia, 
nie liczy się forma a treść ("o zgrozo" AGAIN). 

Piękny prezent od Kasi dzisiejszego dnia :*
Najlepsze życzenia wraz z uściskiem z samego rana

"żebyś zawsze była szczęśliwa"


Dziękuję za życzenia o północy, te należą do moich ulubionych

Dziękuję chłopcom z pierwszego mat-fizu za sto lat w Koperniczku (RIP Babeczki Włoskie od Klaudii). 
Może ja jestem niezdarna, a może to po prostu złośliwość rzeczy martwych... To trochę pewna metafora z zajścia z przed miesiąca dla mnie, ale zostawmy to epistemologom.
Przed zdmuchnięciem miałam jedno marzenie, brak mi do pełni szczęścia...
 Ale przecież jak bardzo chcę to musi się spełnić.

Ale chyba najpiękniejszym prezentem jest przyjaźń. Wobec jednej osoby jestem całkowicie pewna, że istnieje.
Co najśmieszniejsze, chyba nie mamy razem żadnej fotki, przynajmniej nie w moich zasobach, muszę to zmienić.

Powiem tak, trochę przypał, ale przynajmniej na oficjalną imprezę nie zostało zbyt wiele tzw. "bad luck". Liczyłam, że dzisiaj dokona się przemiana, bo przecież to taki niezwykły dzień, przestanę być dzieckiem. 

Chyba nigdy nim nie byłam.

"-Bo panie profesorze, nic się nie zmieniło...
-Harry, zmieniło się wszystko!"


MusicPlaylist

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz