czwartek, 17 maja 2012

BY COINCIDENCE







"przypadki chodzą po ludziach"

Niby to takie oczywiste, ale co jeśli powiedzenie nie do końca oddaje ten proces, co jeśli nie one chodzą po ludziach, a jest jakaś prawidłowość na ich występowanie? Gdy w ramach przygotowań do matury obejrzałam animację komputerową National Geographic o powstaniu Ziemi, doszło do mnie mnie jak wiele zbiegów okoliczności kształtuje istnienie.  Akurat Ziemia zderzyła się z inną planetą co zatrzymało ją we właściwej odległości od Słońca. Akurat z tego zderzenia powstał księżyc, który stymuluje pływy Ziemi, akurat te meteoryty i burze i powłoki gazowe... I że akurat ten proces wykonywany przez rośliny w głębiach Wszechoceanu wytwarzał tlen i że to umożliwiło życie. Coś pięknego. Gdyby istnienie tych roślin było linearne tzn. nie dokonały by one żadnych zmian, nie można by mówić o postępie. A tak atom po atomie, związek po związku, minerał po minerale, cząstka po cząstce powstał świat w którym żyjemy. Gdyby którykolwiek z elementów tego łańcucha nie zaistniał, być może w ogóle nie byłoby człowieka i jego wytworów, maszyny parowej, silnika spalinowego, komputera, telefonu czy smartfonu.

Jak wiele w naszym życiu zależy od zbiegów okoliczności? Teoretycznie aranżujemy je sami, poprzez systematyczną pracę, która tworzy odpowiednie okoliczności a okoliczności dają rezultaty. Jednak czasem podjęty krok przynosi zupełnie inne rezultaty. Różni się od wizji umysłu, a co więcej może nawet spodobać się bardziej niż wizja. Podążając za tym tropem, dokonuje się największych odkryć. Dlatego warto ich szukać na co dzień, nie są bezsensowne, zwłaszcza że istnieją na Ziemi praktycznie od samego jej początku.

Fajnie, tylko tego w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy w sumie wszyscy świadomi. Co ta wiedza może wnieść do życia? Przede wszystkim, człowiek jest bezpośrednim efektem procesów w kosmosie, naszej galaktyce, planecie. Te same mechanizmy, które dotyczą zjawisk przyrodniczych dotyczą też człowieka.Warto uwierzyć w zmianę. Wyjść ze strefy bezpieczeństwa. Mark Twain nazwał obłędem robienie w kółko tych samych rzeczy i oczekiwanie innych rezultatów. Warto się rozwijać, bo być może z procesu który wymyślisz powstanie życiodajny pierwiastek uboczny coś jak ten tlen w głębiach Wszechoceanu, pchający istnienie świata do przodu.

środa, 16 maja 2012

Z rozmyślań przy kolacji


Matury, matury, jak dla mnie test jak każdy inny. Niektórzy nawet pokusili się o stwierdzenie iż trudniejsze pisaliśmy w szkole. No ale w końcu to egzamin dojrzałości. Coś dla nas znaczy. Jedynie niepokoi mnie, że ich poziom jest tak niski, a tak niewielu osiąga 100%. Z czego to wynika? Po pierwsze ta atmosfera niebezpieczeństwa, zabierany telefon, odczytywane procedury, ciągłe przypominanie o zasadach. No ale idzie przywyknąć. Poza tym będąc w dobrych szkołach już wcześniej pisaliśmy co najmniej jedną taką maturę, więc zaskoczenia nie powinno być. I nie ma, ale gdzie te wyniki?

Problemem jest proces edukacji. Niewielki procent uczniów uczy się z dnia na dzień. Mają wewnętrzną motywację. Jeśli jednak tej motywacji nie ma, to od pierwszego dnia w szkole entuzjazm stygnie. Warto coś wiedzieć, ale w sumie to i bez tego można się obyć, są ciekawsze rzeczy do poznania. 
Odwołując się do wypowiedzi Kena Robinsona, twierdzę iż obecny system edukacji nie przygotowuje młodych ludzi do życia w XXI-wiecznym świecie informacji. Oczywiście moi przeciwnicy mogą z łatwością powiedzieć, że tak zawsze było. Ale czy zawsze tak być musi? Po co tracić tak wiele dni życia na robienie mało realnych zadań, które nie wzbogacają umysłu a wprowadzają w zamieszanie? Jeżeli chodzi o świat w którym obecnie żyjemy to zagrożenia są mniej przewidywalne niż kiedykolwiek. By im sprostać musimy się właściwie rozwijać. Wbrew pozorom nie są nimi ani szkolni nauczyciele, ani samochody na ulicy, żaden złodziej czy przeciwnik. Dzisiejszym niebezpieczeństwem jest nieświadomość wartości życia ludzkiego.

Żyjąc w krajach rozwiniętych nie zdajemy sobie sprawy z tego jakie mamy szczęście. Możemy się uczyć, nie musimy przemierzać ogromnych odległości na pieszo czy rowerem. Większość nas dopiero w wieku ponad czterdzieści lat będzie żegnać swych rodziców. Jak wiele dzieciaków nie ma takiego przywileju? Jak wielu z naszych rówieśników w Afryce czy Indiach nawet nie dożyje tego wieku, nie mówiąc o ich rodzicach? Mam świadomość tego że niektórym zawsze nam będzie mało. Ale co jeśli paradoksalnie, ten człowiek, bez iPada, samochodu i mieszkania w wielkim mieście może być szczęśliwym? Co jeśli posiadanie jakiejkolwiek rzeczy nie powinno mieć dla nas większego znaczenia? Prawdziwą wartość stanowi umysł, rodzina, kultura ojczyzny.

Dziś przypomniała mi się służba na Pogorii. Niby normalka, sprzątanie, gotowanie. Ale jednak zanim tam pojechałam sądziłam, że to nie robota dla mnie. Po to mi edukacja, by takich rzeczy w przyszłości nie musieć robić. Moje miejsce jest gdzieś na wyższym szczeblu edukacji, w bardziej "cywilizowanych warunkach". Ale zrozumiałam, że to tylko wytwór mojego umysłu, który chciałby przez całe życie pozostawać w sferze bezpieczeństwa. Z wielkich filmów słyszymy, że człowiek jest taki jak otoczenie które stworzył, że wiedza równa się odpowiedzialność. Ale co to znaczy? Moim zdaniem, każdy kto otrzymał na tym świecie przywilej do zdobycia mądrości jednocześnie staje się odpowiedzialnym za świat. Bo gdy obchodzi go co dzieje się z ludźmi w jego otoczeniu, automatycznie to otoczenie staje się lepsze, a on staje się szczęśliwszy. Nie dzięki temu co posiadł, a temu co oddał.

No właśnie, wiedza równa się odpowiedzialność. Teoretycznie szkoła to miejsce pełne wiedzy, albo tak kiedyś było i teraz nam się tylko wydaje. Wiedza to nie gra na słówka, rywalizacja o lepszą ocenę, średnią czy wynik na teście. To świadomość siebie i świata dookoła. Dzięki niej można walczyć z największym wrogiem człowieka-konformizmem. To on nie pozwala zgłosić się do odpowiedzi, wyrazić swojej opinii czy też spytać o nieścisłość. Właśnie ta bariera konformizmu, powinna być tępiona. Zapuszcza swe korzenie już w szkole podstawowej, gimnazjum, liceum i daje swe owoce na uczelni gdzie dystans między mentorem a uczniem (bo taka relacja daje jedynie efekty) staje się ogromny.

Im bliższa więź nauczyciela z uczniem tym lepiej, będę bronić tej tezy, choć liczba jej zwolenników maleje z dnia na dzień. Obecnie narzucany sposób uczenia jest najmniej efektywnym. Mówi jedna strona, druga przeważnie nie może dyskutować, a ma notować. Wiadomości formują się w umyśle dopiero gdy przetworzy on ją na swój język. I to dokonuje się podczas zwyczajnej rozmowy z przyjacielem, która często pomimo swej późnej godziny lepiej pozostaje w głowie. Ostatnio przeczytałam bardzo dobry przykład. Co gdyby zmienić egzamin na prawo jazdy, na taki który sprawdza jedynie pisemnie znajomość budowy samochodu, techniki jazdy i prawo drogowe? Czy spokojnie wyjeżdżalibyśmy na ulice? Zarówno dialog jak i praktyka są konieczne, nie w wieku 20 lat, a już od najmłodszych lat. Nie tylko w świecie rówieśników, ale również pomiędzy pokoleniami. Bez zrozumienia tego, szkoły wciąż będą produkować sfrustrowanych życiem, szarpanych namiętnościami  pracowników korporacji, zamiast otwierać umysły na rozwój który prowadzi do postępu technologicznego.

niedziela, 18 marca 2012

MOJE MOTYWACJE

Piękna słoneczna pogoda urodzinowego weekendu przyniosła nowe inspiracje. Rozkminy nad sensem życia, jak zawsze najfajniejsze co może być. Pola Mokotowskie razy dwa. Najpierw foto a potem to synestezyjne drzewo. Powtarzam się, rok temu były takie same dni, też w marcu. Zastanawiam się co mój umysł kombinuje... I ta melodia, mój mózg jej nigdy nie zapomni, sam ją stworzył. Im więcej słońca, tym bardziej chce mi się żyć. No i nie mogę się doczekać czwartkowego TEDx Warsaw.

Ale najciekawszą sprawą tego weekendu jest odkrycie bloga pewnego nauczyciela. Jego słowa stanowią dla mnie inspiracje. Wciąż nie rezygnuję z marzenia, że będę kiedyś czyimś mentorem, a nie tylko nauczycielem. Dzięki treściom prezentowanym przez Kamila wiem że zwykła szkoła jest przeżytkiem. Moja szkoła to będzie dobry biznes zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Pociesza mnie fakt że ludzie z którymi marzy mi się współpracować już działają i chcą by szkoła zmieniła się ze smutnych więziennych murów w miejsce kreatywności i indywidualnego myślenia.

Gorąco polecam bloga:

Chyba już kiedyś pisałam, że każdy z nas jest w pewnym sensie artystą. W końcu w sztuce chodzi o przekazywanie własnych emocji. Ta część komunikacji jest kluczowa, a mimo to często ludzie z niej rezygnują. Przyczyną jest szukanie własnej ekspresji a jednocześnie brak wiary w to że posiadamy jakieś wybitne umiejętności. Ale przecież umiejętności się nie dostaje tylko wypracowuje.
W konsekwencji tego, każdy jest też po części nauczycielem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam tu na myśli bycie wzorem i inspiracją dla potrzebującego człowieka. To jedyny ratunek w momencie gdy on pragnie akceptacji, ekspresji i szczęścia. Nie jest to łatwe, bo wymaga wykształcenia nawyków, dopiero wtedy można pomóc drugiej osobie w kształtowaniu ich u siebie.
Choć, jak powiedziała kiedyś moja mentorka, "Skrót to najdłuższa odległość pomiędzy dwoma punktami". No właśnie, by uniknąć umysłowych skrótów, edukacja właściwa trwa około 12 lat, ale niestety jej forma nauczania czasem narzuca uczniowi skróty, wydłużające drogę do szczęścia. Dlatego też reforma jest potrzebna. Konieczne jest zbliżenie do siebie biznesu i edukacji za pomocą multimediów i inspiracji literaturą sukcesu. Bo młodych, przedsiębiorczych i kreatywnych ludzi będzie potrzeba w XXI wieku.

czwartek, 15 marca 2012

non omnis moriar

"Jeśli chcesz przeżyć swoje życie w sposób twórczy, jak artysta, nie możesz zbyt często oglądać się za siebie. Musisz być gotów wziąć wszystko co zrobiłeś, wszystko czym byłeś, i odrzucić to. Im bardziej świat zewnętrzny usiłuje utrwalić twój obraz, tym trudniej będzie dalej być artystą, dlatego właśnie twórcy często muszą mówić: "Do widzenia. Muszę odejść. Zaczynam wariować i zabieram się stąd". A potem idą i gdzieś się hibernują. Może później znów się pojawiają, trochę już inni"

Steve Jobs, w wywiadzie dla Playboya, Nowy Jork 1985

środa, 14 marca 2012

Ad fontes!


Do źródeł!
Tak prosto do nich trafić?


Kamil mówi- poznaj swoją legendę. No ok, poznaję. Tylko ten krzyk dookoła, że właściwie to i tak powinnam zarabiać pieniądze, trochę mnie czasem rozprasza. Właściwie to nic, poradzę sobie i z tym. Zgodzę się z ludźmi renesansu, każdy z nas jest kowalem swego losu.

Kształtujemy swoje życie. Każdego dnia kreujemy światopoglądy i umiejętności. Nieodzownym elementem tego procesu są zgony i zmartwychwstania. Zgodzę się z gimnazjalnym frazesem, całkowitą prawdą jest to że czasem coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać. Po co się tym przejmować? Pewne idee i tak same zmartwychwstają, bo są nam drogowskazami na ścieżce życia.

Jak już wielokrotnie wspominałam, nigdy bym się nie spodziewała że ta cała akcja z nekrologiem będzie miała takie skutki. Chyba wtedy nie czułam samej siebie. To wszystko musiało się wydarzyć. Musiałam upaść tak nisko, by szczęście tego poziomu miało dla mnie znaczenie. Jego serdecznie wartościowe aspekty. Zastanawiam jak ma się moja obecna ideologia do mojej zeszłorocznej odliczanki.



Hmm. Rozkmina z muzyką?
Już wiem, do czego służą Floydzi, w zeszłym roku uważałam ich za ludzi z dobrą muzyką, lecz bez ideologii. Przecież pragnęłam tylko i wyłącznie pozytywnej ideologii. Tak się nie da. Szczęście nie smakuje tak samo gdy tylko ono nadaje kształt życiu. Nie wymyślę nic lepszego od starożytnych, przeżycie rodem z widowni teatru antycznego służy prawdziwemu dotknięciu życia. Od samego dołu, często aż całe ciało drętwieje. Katharsis i łatwiej dopasowywać kolejne elementy układanki pt. "Życie".

Sukces?
Nie jest szczęściem samym w sobie, lecz świadomością drogi. I jeszcze jedno, że błędy są ludzkie, istnieją i są elementem życia. Ucząc się popełniamy je, bo próbujemy teorii w praktyce. Utopia stanowi wizję umysłu, realia podsuwają możliwości, trzeba wybrać te zgodne z sercem. Dualistyczny charakter tego zjawiska niejako dowodzi o dwóch niezależnych środowiskach kreujących sukces. Jak z ludźmi czasem ciężko się zgodzić, tak tym bardziej z realiami które się o nas nigdy nie pytają. Więc nie ma co się przejmować, gdy pojawi się jakiś błąd (nasz i nie nasz), jedyne co można zrobić to wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Utopijna obsesja?
Nie dziękuję. Gorzki upadek umysłu pełnego wizji był gorzkim lekarstwem. Najwyraźniej go potrzebowałam. Od niedawna pcham się w każdą sytuacje która jest dla mnie nową i stwarza obce mi realia. Nie lubię zmian, ale tylko dzięki nim mogę się rozwijać. Między innymi do tego służą przypały. Chociażby najprościej, z alkoholem. Kiedyś czułam że poprawność się liczy. Ok. Jest się wówczas zgodnym z normą, a z sobą? Niestety świat w którym się rozwijamy każe nam to robić. Tylko że każde działanie ma swoje rezultaty. Zagłuszając je, jednocześnie zagłuszamy proces definiowania samego siebie.

Nie da się wywalić złych emocji takich jak nienawiść, zazdrość, smutek, strach, wstyd. Jednocześnie przygarniając radość, ekscytacje, miłość i spełnienie.
Karolina powiedziała kiedyś że mat-fizowi tłumaczy się epoki literackie poprzez porównanie ich przebiegu do do sinusoidy (odejście i powrót do antyku). Ja do sinusoidy porównam życie.

czwartek, 8 marca 2012

embracing vulnerability

Trzeci dzień z rzędu pociąg do sztuki.

Nie sądzę by to był przypadek. Akt twórczy stanowił zawsze największy fun. Wpiepszanie farb? Ślina jest lepsza od wody, pędzel szybciej staje się czysty.

Tnę kartkę każdą swą myślą. Też czytam Staffa. Emocjonalnie najbliżej mi do Cypriana. Ale to wciąż nie ten stan, choć jak Leśmian napisał, liczy się sama droga. Tylko czy masowy grób jak te w XVIII wiecznym Paryżu to miejsce dla mnie. Kto zadecydował gdzie mam umrzeć? Przecież nie żyję po to by mieć ładny grób. Co ja bredzę?

CAMERA OBSCURA

Kocham szczerze ten typ magii ogólnodostępny. Wyniosę ją na szczyt. Jak Anioł freski. Tylko że dla mnie Boga nie ma. A może i dla niego nie było?


Umysł boli, trą się komórki. Na każde zawołanie są i znikają pierwiastki uczuć.

NOC KSIĘŻYCOWA

Błądzimy pośród bezkresów,
Wśród niepojętych pustkowi,
O, siostry-gwiazdy, nie dalsze,
Niż człowiek jest człowiekowi.

Choć się tak bardzo różnimy,
Na wiecznej snu bezgranicy
Pomiędzy nami i wami
Nie ma, o, boskie, różnicy.

Po czarnej nocy nieznanej
On was rozproszył i nas też...
Wysoko czuwa w milczeniu
Księżyc spokojny jak pasterz.

(L.Staff Martwa Pogoda)

"Dniem zacieszamy do słońca,
nocą wyjemy do księżyca" -J.K

sobota, 11 lutego 2012

afirmacje

Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, studniówka też.

Tylko jak wiele zależy od nas, czy będziemy się dobrze bawić.
Te wszystkie pierdoły jak każdego dnia są zbędne. Dla mnie każdy dzień jest jedyny w swoim rodzaju. Choć, temu wieczorowi nadajemy znaczenie szczególne, ale i tak, gdyby nie my, to mógłby to być dzień straszny. Nawet, mimo obecności wszystkich gości, mógłby się nie odbyć.

Czego dziś się dowiedziałam?
Protagonista cierpi, gdy się nie spełnia. Bo z zasady, powinien się spełniać i żadne wytłumaczenia tutaj w grę nie wchodzą. Niby nie do końca? Nie całkiem? Już drugi raz, wystarczy tego.
Cieszę się, że to potwierdziłam.

tak, że tego,

05:42, dobranoc

czwartek, 9 lutego 2012

I've been seeing things



Dom jest nadzwyczajnym miejscem.
A może to raczej stan umysłu,
bo te cztery ściany noszą swe ramy.
Dom jest nadzwyczajnym miejscem
miejscem dom jest?

Dom może być
rodzinny
dla lalek
publiczny
handlowy
wielopiętrowy
kolorowy i bezbarwny

a i
szklane domy też są

lecz tak jak już je wszystkie poznamy
trafi do nas, że
dom jest tam gdzie to czego szukamy

Najgorzej bywa,
gdy człowiek
w tym niewłaściwym
przebywa.

Ktoś powie,
dom dla niego ciepłem rodzinnym się zowie.
Ja mu na to,
co gdy nie ma komu mówić tato?
Gdy mama to tylko dwie sylaby,
te dwie pierwsze, wypowiedziane.
Ale to tylko słowa,
jak i dom słowem być może.

Słowa i mienie,
znaczenie
wartość im nada,
i gdy poskłada
nim się obejrzy
zagubiony pielgrzym,

przestanie szukać,
tylko co wtedy robić będzie
gdy cel tak szybko nadejdzie?

piątek, 13 stycznia 2012

Sunshine in a bag


SUNSHINE IN A BAG, CZYLI: jak rozwiązywać swoje problemy, post inspirowany grą na Playstation Move - Heavy Rain.



To gra inna niż wszystkie, bardzo życiowa, sam jej schemat daje wiele do myślenia. Co więcej, fenomen tej gry podkreśla fakt, iż generalnie stronię od tego typu rozrywek, irytuje mnie jak pochłaniają one czas, zdaje mi się że w nadmiarze zaburzają również funkcje społeczne równie dobrze jak facebook. Jednak ta pozycja wydała mi się całkiem ciekawa, tak że oderwałam się od swych prac domowych i spędziłam nad nią dobre kilka godzin. Choć głównie przypatrywałam się, co robi mój brat, oświeciło mnie jak wiele jest możliwości, ale może zanim o tym, przybliżę fabułę gry.

Otóż jest to produkcja na specjalne potrzeby padów połączonych z kamerką, która odpowiednio skalibrowana wyczuwa ruchy gracza. (Jeżeli ktoś z was miał do czynienia z czujnikiem ruchu na X-Boxa, kinectem, to jest to bardzo podobne.) Dzięki temu gra angażuje praktycznie całe ciało. Rozpoczyna się od wieści o zaginionych dzieciach, których ciała zostają odnalezione we wnękach przykrytych kratą, całkowicie wypełnionych deszczówką. W zależności od intensywności opadów dziecko cierpi w takim miejscu od 5 do 10 dni, a następnie tonie. Gra polega na udziale w sprawie z perspektywy czterech osób: ojca porwanego chłopca, starszego detektywa prowadzącego sprawę, młodego agenta FBI i młodej dziennikarki mającej problem z bezsennością. Na każdym kroku należy podjąć decyzję. To co urzekło mnie najbardziej w tej grze, to fakt, że przy każdej sytuacji takiej jak bójka, napad lub też zwykłej rozmowie było tam do wyboru co najmniej 3 opcje postępowania. Zawierały zarówno te bardziej dyplomatyczne zachowania jak i te teoretyczne bezmyślne reakcje, często katastrofalne w skutkach. Następnie trzeba było walczyć, lub uciekać...

Uświadomiło mi to jak wiele w każdej chwili naszego życia podejmujemy decyzji. Takich jak na przykład pertraktacje, czy też zerwanie rozmów, silny argument lub też poddanie się perswazji rozmówcy. Jest wiele wersji jej zakończeń, bo liczą się wybory poszczególnych w każdej sytuacji jaka im się przydarza. Fakt save'a też daje do myślenia, bo w życiu nie możemy tak zrobić, co się stało to się nie odstanie. I tu czyha największa pułapka życia. By w życiu przeważały te szczęśliwe chwile, trzeba wiedzieć że istnieje wiele możliwości i podejmować te właściwe decyzje w odpowiednim momencie. Jakby tego było mało, to musi wypływać z serca, bo inaczej prędzej czy później można się w tym gąszczu sytuacji pogubić.


To, że w życiu jest bardzo podobnie można zauważyć kreując scenariusze sytuacji własnym umyśle, tak naprawdę możliwości jest nieskończenie wiele. Problem polega na tym, że człowiek jest tak skonstruowany, by ułatwiać sobie życie, czuć się bezpiecznym. Często działa tylko na własną korzyść, nieświadomie pakując się w strefę bezpieczeństwa, tych samych bardzo racjonalnych i wyważonych decyzji. To one bardzo często prowadzą do klęski, odbierają ten niepowtarzalny smak życia kreowanego we własnym umyśle. Niczym powtórzenia w wypracowaniu z polskiego, lub też w kółko ta sama piosenka na iPodzie burzą ład dający wewnętrzną siłę i zdolność do kreowania własnej rzeczywistości. Piękno, szczęśliwe życie są możliwe do osiągnięcia jedynie przez ryzyko i szukanie tych właśnie rozwiązań, które dadzą nowe doświadczenia. Nie zawsze będą dobre, często w tych akrobacjach dojdzie do upadku, czasem na materac, lecz czasem na zimny beton. Ale ta niepowtarzalna chwila może zaistnieć tylko przy podjęciu tego ryzyka. Choć to nie znaczy, że nie należy mieć stałych, często bardzo prostych, nawyków. To one często dają te najważniejsze zdolności wymagane przy takich czy innych czynnościach. Nie mogą stanowić całego życia, bo zamienią je w zwykły monotonny pochód.


Bardzo ważnym jest, by wiedzieć, że ma się wybór i korzystać z niego. Ten wątek już kiedyś pojawił się w jakiejś rozmowie, tylko bez tego całego tła, stanowił dla mnie jedynie rodzaj przygody. Wybierając tę drogę, jednocześnie decydujemy się na nieustającą przygodę, czyż nie warto ją przeżyć? Odpowiedź brzmi WARTO!



Czyż ten prawdziwy śmiech do rozpuku, nie jest wart paru łez? Lepiej, zamiast przeżywać co chwila coś nowego, jedynie pochłaniać marazm życia codziennego?

Czy przeżycie czegoś naprawdę szalonego, naprawdę stanowi tak wielkie niebezpieczeństwo dla życia, by nie było warto tego spróbować?
Słownik PWN mówi:


SZALEŃSTWO- postępowanie wykraczające poza przyjęte normy, zwyczaje; też: postępek nieliczący się z niebezpieczeństwem.


Zauważmy, że często trzymamy się norm, jedynie by być powszechnie akceptowanym, nikogo nie urazić i teoretycznie dbać o siebie. Nie robiąc rzeczy szalonych, nie wiemy jak jest poza tymi normami, jak to jest nie liczyć się z niebezpieczeństwem. Zapomnienie tych czynników może być kluczowe, jeśli celem w życiu jest odnalezienie szczęścia.

To one prowadzą do typowych samoograniczających stwierdzeń w stylu:

Jestem za stary.
Jestem za młody.
Jestem za gruby.
Jestem za chudy.
Mam na to za mało pieniędzy.
Mam na to za dużo pieniędzy.
Moim znajomym to się napewno nie spodoba.
Moi rodzice nigdy się na to nie zgodzą.
To zbyt ryzykowne jak na moje nerwy.

Wszystkie te stwierdzenia to kreowanie przeszkód, które możemy napotkać na naszej drodze, jednak hodowane w umyśle, stanowią zaporę nie do przejścia.


Jest na nie prosty sposób, cokolwiek sobie postanowisz, zamiast chciałbym mów będę lub jestem i zamiast przejmować się błahostkami zobacz jak wspaniały swój szczęśliwszy wizerunek możesz wykreować. Miej marzenia, takie dziecięce, wykreowany świat taki jaki chcesz, a nie jaki powinien być. Jeśli postawisz sobie cel, pokryty tą wizją i go zdobędziesz, nie będzie nic co zatrzyma cię w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Warunek jest tylko jeden, musisz czuć że jest twoim własnym celem.


Nie zrażaj się, gdy nie wszystkie twoje decyzje będą takie jakich oczekujesz, nikt nie jest doskonały. To nie znaczy, że nikt nie jest szczęśliwy.