
SUNSHINE IN A BAG, CZYLI: jak rozwiązywać swoje problemy, post inspirowany grą na Playstation Move - Heavy Rain.
To gra inna niż wszystkie, bardzo życiowa, sam jej schemat daje wiele do myślenia. Co więcej, fenomen tej gry podkreśla fakt, iż generalnie stronię od tego typu rozrywek, irytuje mnie jak pochłaniają one czas, zdaje mi się że w nadmiarze zaburzają również funkcje społeczne równie dobrze jak facebook. Jednak ta pozycja wydała mi się całkiem ciekawa, tak że oderwałam się od swych prac domowych i spędziłam nad nią dobre kilka godzin. Choć głównie przypatrywałam się, co robi mój brat, oświeciło mnie jak wiele jest możliwości, ale może zanim o tym, przybliżę fabułę gry.
Otóż jest to produkcja na specjalne potrzeby padów połączonych z kamerką, która odpowiednio skalibrowana wyczuwa ruchy gracza. (Jeżeli ktoś z was miał do czynienia z czujnikiem ruchu na X-Boxa, kinectem, to jest to bardzo podobne.) Dzięki temu gra angażuje praktycznie całe ciało. Rozpoczyna się od wieści o zaginionych dzieciach, których ciała zostają odnalezione we wnękach przykrytych kratą, całkowicie wypełnionych deszczówką. W zależności od intensywności opadów dziecko cierpi w takim miejscu od 5 do 10 dni, a następnie tonie. Gra polega na udziale w sprawie z perspektywy czterech osób: ojca porwanego chłopca, starszego detektywa prowadzącego sprawę, młodego agenta FBI i młodej dziennikarki mającej problem z bezsennością. Na każdym kroku należy podjąć decyzję. To co urzekło mnie najbardziej w tej grze, to fakt, że przy każdej sytuacji takiej jak bójka, napad lub też zwykłej rozmowie było tam do wyboru co najmniej 3 opcje postępowania. Zawierały zarówno te bardziej dyplomatyczne zachowania jak i te teoretyczne bezmyślne reakcje, często katastrofalne w skutkach. Następnie trzeba było walczyć, lub uciekać...
Uświadomiło mi to jak wiele w każdej chwili naszego życia podejmujemy decyzji. Takich jak na przykład pertraktacje, czy też zerwanie rozmów, silny argument lub też poddanie się perswazji rozmówcy. Jest wiele wersji jej zakończeń, bo liczą się wybory poszczególnych w każdej sytuacji jaka im się przydarza. Fakt save'a też daje do myślenia, bo w życiu nie możemy tak zrobić, co się stało to się nie odstanie. I tu czyha największa pułapka życia. By w życiu przeważały te szczęśliwe chwile, trzeba wiedzieć że istnieje wiele możliwości i podejmować te właściwe decyzje w odpowiednim momencie. Jakby tego było mało, to musi wypływać z serca, bo inaczej prędzej czy później można się w tym gąszczu sytuacji pogubić.
To, że w życiu jest bardzo podobnie można zauważyć kreując scenariusze sytuacji własnym umyśle, tak naprawdę możliwości jest nieskończenie wiele. Problem polega na tym, że człowiek jest tak skonstruowany, by ułatwiać sobie życie, czuć się bezpiecznym. Często działa tylko na własną korzyść, nieświadomie pakując się w strefę bezpieczeństwa, tych samych bardzo racjonalnych i wyważonych decyzji. To one bardzo często prowadzą do klęski, odbierają ten niepowtarzalny smak życia kreowanego we własnym umyśle. Niczym powtórzenia w wypracowaniu z polskiego, lub też w kółko ta sama piosenka na iPodzie burzą ład dający wewnętrzną siłę i zdolność do kreowania własnej rzeczywistości. Piękno, szczęśliwe życie są możliwe do osiągnięcia jedynie przez ryzyko i szukanie tych właśnie rozwiązań, które dadzą nowe doświadczenia. Nie zawsze będą dobre, często w tych akrobacjach dojdzie do upadku, czasem na materac, lecz czasem na zimny beton. Ale ta niepowtarzalna chwila może zaistnieć tylko przy podjęciu tego ryzyka. Choć to nie znaczy, że nie należy mieć stałych, często bardzo prostych, nawyków. To one często dają te najważniejsze zdolności wymagane przy takich czy innych czynnościach. Nie mogą stanowić całego życia, bo zamienią je w zwykły monotonny pochód.
Bardzo ważnym jest, by wiedzieć, że ma się wybór i korzystać z niego. Ten wątek już kiedyś pojawił się w jakiejś rozmowie, tylko bez tego całego tła, stanowił dla mnie jedynie rodzaj przygody. Wybierając tę drogę, jednocześnie decydujemy się na nieustającą przygodę, czyż nie warto ją przeżyć? Odpowiedź brzmi WARTO!
Czyż ten prawdziwy śmiech do rozpuku, nie jest wart paru łez? Lepiej, zamiast przeżywać co chwila coś nowego, jedynie pochłaniać marazm życia codziennego?
Czy przeżycie czegoś naprawdę szalonego, naprawdę stanowi tak wielkie niebezpieczeństwo dla życia, by nie było warto tego spróbować?
Słownik PWN mówi:
SZALEŃSTWO- postępowanie wykraczające poza przyjęte normy, zwyczaje; też: postępek nieliczący się z niebezpieczeństwem.
Zauważmy, że często trzymamy się norm, jedynie by być powszechnie akceptowanym, nikogo nie urazić i teoretycznie dbać o siebie. Nie robiąc rzeczy szalonych, nie wiemy jak jest poza tymi normami, jak to jest nie liczyć się z niebezpieczeństwem. Zapomnienie tych czynników może być kluczowe, jeśli celem w życiu jest odnalezienie szczęścia.
To one prowadzą do typowych samoograniczających stwierdzeń w stylu:
Jestem za stary.
Jestem za młody.
Jestem za gruby.
Jestem za chudy.
Mam na to za mało pieniędzy.
Mam na to za dużo pieniędzy.
Moim znajomym to się napewno nie spodoba.
Moi rodzice nigdy się na to nie zgodzą.
To zbyt ryzykowne jak na moje nerwy.
Wszystkie te stwierdzenia to kreowanie przeszkód, które możemy napotkać na naszej drodze, jednak hodowane w umyśle, stanowią zaporę nie do przejścia.
Jest na nie prosty sposób, cokolwiek sobie postanowisz, zamiast chciałbym mów będę lub jestem i zamiast przejmować się błahostkami zobacz jak wspaniały swój szczęśliwszy wizerunek możesz wykreować. Miej marzenia, takie dziecięce, wykreowany świat taki jaki chcesz, a nie jaki powinien być. Jeśli postawisz sobie cel, pokryty tą wizją i go zdobędziesz, nie będzie nic co zatrzyma cię w odnoszeniu kolejnych sukcesów. Warunek jest tylko jeden, musisz czuć że jest twoim własnym celem.
Nie zrażaj się, gdy nie wszystkie twoje decyzje będą takie jakich oczekujesz, nikt nie jest doskonały. To nie znaczy, że nikt nie jest szczęśliwy.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz