Słabe ogarnianie w piątek na trzech ostatnich godzinach zawdzięczam porywającemu koncertowi The Australian Pink Floyd Show, który miał miejsce na Torwarze 27 stycznia. Właściwy stan, właściwe miejsce i epicko-za****** muzyka. Powiem, że wcześniej tylko raz we właściwy sposób przesłuchałam kawałki Floydów- rok temu u Martyń. Niejednokrotnie zastanawiało mnie, jak to się dzieje, że rock progresywny miał tylu zwolenników. Te długie wstępy, przebrzmienia, solo, a jednak, w tłumie fanów, czując ten bas, pasję, to robi swoje wrażenie.
Wcześniej przesłuchiwanie Floydów znaczyło tyle dla mnie ile najlepsze teksty i najlepsze rytmy. Dzięki temu koncertowi, dochodzi do tego pierwiastek emocjonalny.
Wizualizacje 3D wprowadziły mnie w trans, taki niezwykły, nie jak na każdym innym koncercie, gdzie po prostu to dobry rytm, tekst i zespół który kocham. Ciężko wytłumaczyć to słowami, ale wizualizacje do "Time"... W tym przypadku tłum był jakby zahipnotyzowany, jak bijące serce ze "Speak to me", łączył się w wielki organizm koncertu. Pink Floydzi nie odeszli, żyją w nas.
Druga, nie ukrywam, że bardziej przeze mnie wyczekiwana muzyczna opcja to nowy krążek Red Hot Chili Peppers, misternie przygotowany przez zespół w nowym składzie: Kiedis, Flea, Kilinghoffer. W 2009 roku, miejsce notabene zasłużonego, bo zajmującego 18 miejsce na liście stu najlepszych gitarzystów wszech czasów według magazynu Rolling Stone - Johna Frusciante na gitarze wiodącej zajął multiinstrumentalista Josh Kilingoffer.
Josh Kilinghoffer
Angielska wikipedia informuje, że w udzielonym przez Chada Smitha wywiadzie dla magazynu Spin, wspomniał on o elementach Afropopu zaczerpniętych z wyjazdu do Nigerii i Etiopii, Josha i Flea'i. Na razie nie wiele wiadomo jaki będzie tytuł i zawartość krążka, wiadomo jednak, że piosenek jest dużo, a jak doniósł 29 stycznia Flea na swoim tweeterze, będzie to "ciepło kochająe, gwałtownie, wybuchowe, kolorowe, taneczne, wstrząsające głową, mega słuchawkowe głębokie groove brzmienie". Moim cichym marzeniem jest, by zechcieli go wypromować gdziekolwiek w Europie...
Jest taki człowiek, który mi imponuje. Nie posiada żadnego wysokiego tytułu zawodowego. Znajdą się zapewne też tacy, którzy uznają że to kolejny wokalista, wygłaszający "swoje" jakże ważne sentencje. Na dodatek z Kalifornii, syn artysty, powielający schemat. Trudno nie zostać funkowym artystą, mieszkając m in. w Michigan, gdzie w radiu co dzień grają Led Zeppelin, The Who. Rówieśnicy są niedojrzali, jak wszędzie. No i mieszkanie u Blackie'go, jego niezapomniane imprezy, gdzie zioło i laski to codzienność.
Jako dziecko szukał akceptacji, nie zawsze mógł ją znaleźć. Był humanistycznym prymusem. Lubił zaskakiwać nauczycieli. Na jednej z lekcji, podzielił się tłumaczeniem słowa fuck (for unlawful carnal knowledge), pochodzącego z wojskowej nomenklatury. Kochał ojca, który był blisko związany z ruchem dzieci kwiatów. Dorósł szybko, ojciec rozumiał jego potrzeby, pierwsza noc z kobietą, on 11 ona 18, piękna Kimberly. Wkrótce jednak zabawa się skończyła, ojciec wyrzucił go z domu. I tak musiał jeszcze szybciej dorosnąć.
Matka była tym bardziej statecznym biegunem, u niej życie wydawało się spokojniejsze, czytaj nie dla Anthonego. Jednak to ona pomogła mu pierwszy raz wyjść z uzależnienia narkotykowego.
Dlaczego Anthony Kiedis mi imponuje? Całe środowisko w którym się znalazł, spowodowało, że miał nadzwyczajne dzieciństwo. Ale ma to spojrzenie na świat, nie jest obojętny. Dostrzegł swój talent w wyrażaniu uczuć, nie pozostawił go, na jego potrzeby nauczył się rapować, a potem śpiewać.
Wszystko zaczęło się w Fairfax High, tam poznali się outsiderdzy, Kiedis, Balzary i Slovak. Z tej przyjaźni zrodził się zespół, do którego dołączył perkusista- Jack Irons. Wkrótce potem roboczo Anthony nazwał ich "Tony Flow and the Miraculous Masters of Mayhem", pod tą nazwą zagrali dwa koncerty (jak ja chciałabym chociaż jeden z nich zobaczyć!).
Potrzebowali jednak prawdziwego imienia dla zespołu, wzięli je ze swoich korzeni muzycznych, tworząc ciekawą dwuznaczność.
"If you think of Red Hot Chili Peppers in terms of a feeling, a sensation, or an energy, it makes perfect sense for our band, but if you think of it in terms of a vegetable, it takes on all these hokey connotations."
A. Kiedis "Scar Tissue"
Wydaje mi się, że punkt kulminacyjny przeciwności losu to jeden z dni po sukcesie funkowego arcydzieła, "Uplift Mofo Party Plan". Więcej kasy, więcej narkotyków. Ale to jego najlepszy przyjaciel przedawkował, nie on. Podniósł się z tego,z pomocą Michaela Balzary, tworzy dalej, ku pamięci Hillel'a. Nikt nie będzie tak grał, on nie pobłażał sobie, po koncercie gryf obciekał krwią. Wtedy koncert uznawał za udany.
Obecnie pomimo mniejszej działalności na rynku muzycznym, fenomen grupy wciąż jest aktualny. Płyty trzymają cenę, młode pokolenie wciąż nuci "Otherside" czy "Californication". Ja jednak chcę was odesłać do pierwszych krążków grupy "The Red Hot Chili Peppers", "Freakey Styley" i "The Uplift Mofo Party Plan".
Są przepełnione emocjami, polecam szczególnie "Special Secret Song Inside" czy "Love trilogy" z Mofo party. To trochę inni Red Hoci, niż Ci, których sporadycznie można usłyszeć w radiu. Mam nadzieje, że wrócą do działalności, bo to co wypracowali na scenie to majstersztyk.
Grupa w nowym składzie nagrała te najbardziej znane albumy, różniące się od pierwszych. Wraz z chociażby Johnem Frusciante wykonali kawał dobrej roboty. "Californication" wraz z "By the way" i dwupłytowym "Stadium Arcadium" to prawdziwy skarb ich działalności.
Paul Cezanne, postimpresjonista. Jego styl stanowił zawsze dla mnie inspirację. Niesamowita ekspresja koloru, szczególnie ciekawa w jego martwych naturach. Burzliwy przyjaciel Vincenta Van Gogha, ich prace widziane przeze mnie w Courtaulds na długo zostaną w mojej pamięci. Charakterystyczne plamy barwne, dzięki którym prezentuje, te z którymi najbardziej go utożsamiam, krajobrazy (szczególnie znane te górskie) i martwe natury. Przez Pabla Picassa, Henri Matisse'a uważany za prekursora przemian w których oni brali udział.
Obrazy Paul'a znajdują się w Coutaulds za wyjątkiem autoportretu, będącego elementem prywatnej kolekcji.
Korzystając z inspiracji wczesnego dzieciństwa, tym którzy czytali sagę Harry'ego Potter'a chcę przypomnieć o istnieniu lustra AIN EINGARP. Dla tych, którym książka ta jest obca, wyjaśnię. Pokazuje ono najskrytsze marzenia naszego serca. Sposób jego prezentacji w książce jest dla mnie swoistą metaforą tego jak powinniśmy dojść do naszych pragnień. Taki dowód nie wprost.
A co jeśli każdy mógłby przejrzeć się w owym lustrze? Każdy zobaczy coś innego, to zależy od wyobraźni.
"Ludzie tracą przed nim czas, oczarowani tym co widzą, albo nawet wpadają w szaleństwo, nie wiedząc czy to, co widzą w zwierciadle jest prawdziwe, lub chociażby możliwe"
Post zawiera fragmenty zakończenia filmu Zielona Mila, jeśli nie chcesz ich znać, nie czytaj!
Podtrzymywana na siłach całą masą środków przeciwbólowych, zdecydowałam się na dobry film by przenieść myśli w inny świat. Wybory nie padają całkowicie losowo, subiektywnie powiązałam go z tematem "capital punishment', poruszonym w mijającym tygodniu i po raz kolejny obejrzałam dramat obyczajowy "Zielona Mila" wyreżyserowany przez Franka Darabonta w oparciu o powieść Stephena Kinga.
Uważam, że powinien otrzymać Oscara, przynajmniej za adaptowany scenariusz. Nie czytałam w prawdzie serii książek, jednak jest w nim coś co przyciąga. Jest coś co realizuje temat. Po części to przez mistyczną postać Johna Coffey'a, realistycznie oddaną przez Michaela Clarka Duncana. John, Człowiek-Cud Boski, od początku przyciąga uwagę. Za sprawą swych gabarytów ciała, a wkrótce za sprawą niezwykłych czynów. Inną rzeczą przyciągającą uwagę jest ekranizacja realiów, tematu od zawsze nurtującego człowieka.
Czy mamy prawo podejmować decyzję o życiu lub śmierci drugiego człowieka? Tajemnicze więzienie, miejsce wymierzania wyroków sądu stanowego. Tak właściwie to sędzia jedynie podpisuje dokument, a urzędnicy muszą wykonać to, co w dokumencie jest zawarte. Niby to prosta rutynowa egzekucja, drogą prawa, jednak budzi kontrowersje. Presja emocjonalna ciążąca na urzędnikach, posada wymagająca zdecydowanej postawy wobec wiary. Niezgodna z pewnymi fragmentami biblii. Z pewnymi dogmatami wiary chrześcijańskiej zgodna. Jedno z przykazań owego wyznania stanowczo nakazuje "Kochaj bliźniego, jak siebie samego.", czy bylibyśmy w stanie sami sobie wymierzyć karę śmierci? Czy mamy do tego prawo? Jak usprawiedliwić ludzi wykonujących wyrok śmierci?
Po obejrzeniu filmu nasuwa mi się pytanie o słuszność kary śmierci. Parę dni temu powiedziałabym bez wątpienia, jestem za. No bo przecież to nie problem zbudować oddziały, dzięki którym nasze koszty utrzymania więźniów spadną. Będzie więcej pieniędzy na służbę zdrowia, szkolnictwo, emerytury. Ale przecież system ten tak jak każdy inny stworzony przez człowieka jest niedoskonały. Ile ludzi zostanie zabitych przez omylną decyzję? Można twierdzić, że system wymiaru sprawiedliwości zostanie przygotowany, omyłek nie będzie. Szczerze w to wątpię. Wydaje mi się, że jest to droga na skróty. Przez to najdłuższa z możliwych. Poza ludźmi obłąkanymi, znajdą się tam też tacy, którzy zrozumieją swój błąd, ale prawo nie będzie przewidywać dla nich drugiej szansy. Odpowiednie wykształcenie społeczeństwa to właśnie droga która prowadzi do najmniejszej liczby zgonów, jest najbardziej humanitarna i nie wymusza trudnych wyborów.
Weźmy chociażby na przykład Johna Coffey'a. To skrajny przypadek, wyjątkowo zmuszający do refleksji.
Niesłusznie skazany na krzesło elektryczne, człowiek-cud. Musi zginąć, z powodu niewłaściwych wniosków wymiaru sprawiedliwości. Strażnik wykonujący wyrok, ma do końca życia wątpliwości, czy może uzyskać zbawienie, bo zabił tak piękne Boskie istnienie. Nie ma szans cofnąć tego. Ale przecież każde życie powinniśmy chronić za każdą cenę. Zwłaszcza, gdy tak ciężko odróżnić ludzi bez przyszłości, od tych którym druga szansa się należy.
Takie miejsce służy także demoralizacji obustronnej. Zarówno więźniowie, tracący nadzieję.
Być może żałują za swoje grzechy, ale też z czasem mogą tracić zmysły. Jak i ludzie ich tam wysyłający, wykonujący wyroki, mogą oszaleć, nie wiedząc czy słusznie postępują. To takie typowe dla naszej cywilizacji, zrzucić obowiązek na innych, jakoś się to wykona, a my możemy zająć się naszymi sprawami. No bo przecież nie musimy wchodzić w szczegóły tej procedury. Ludzie nie będą, dopóki nie dotknie ich to osobiście.
Parę piosenek albumu "Naprawdę nie dzieje się nic" Grzegorza Turnau, zawiera teksty zainspirowane twórczością Krzystofa Kamila Baczyńskiego. Dobrze jest się wprowadzić w klimat chociażby jednego utworu tego artysty. Zainspirowana jedną z dygresji lekcji języka polskiego, zamieszczam ją na moim blogu.
Krzysztof Kamil Baczyński- urodzony w 1921 roku, w pierwszym pokoleniu wyzwolonej Polski. Miał wiele cech buntowniczego nastolatka. Musiał stawić czoło dwóm ogromnym przeciwnościom losu śmierci ojca i wojnie, musiał dorosnąć. Jako poeta miał obowiązek tworzyć. Jako Polak miał obowiązek ratować ojczyznę. Postanowił robić i jedno i drugie.
Wielki talent zginął od jednej snajperskiej kuli, miał 23 lata.
CHÓR Po potajemnym ślubie dumni kochankowie Wynajęli pokój w małej gospodzie. Chociaż zdawać się mogło, że żyć godziwie Będą razem długo i szczęśliwie Cały czas prześladowało ich nieszczęście Mimo radości, jaką było dla nich za mąż wzięcie A, że nieszczęścia chodzą parami, Wkrótce los obdarzy ich bliźniakami. Lecz oni nigdy nie porzucali nadziei, Choć od bankructwa tylko krok ich dzieli.
Scena pierwsza Pokój w gospodzie. Noc poślubna.
Scena druga Gospoda. Wchodzą na śniadanie Romeo i Julia.
ROMEO Oh! Jaki piękny jest dzień! A Ty rzucasz ten cień, Co mi słońce przysłania, Boś Ty piękna, jak łania.
JULIA Romeo bądź mym słońcem, a ja będę twym cieniem. Naszej miłości nic nigdy nie przyćmi cierpieniem.
SŁUŻĄCA Co życzą sobie Państwo do jedzenia na śniadanie?
ROMEO My tylko naszą miłością będziemy się żywili. I niech to potwierdzą archanieli, Żeśmy zdrowi, szczęśliwi, radzi I nikt na to nic nie poradzi.
JULIA Romeo me serce ucieka ku Tobie, Ku namiętnemu spojrzeniu, Twej gorącej mowie, Moje serce dzięki Tobie plonie Czy w miłości Cię dogonię?
Scena trzecia Julia i Romeo siedzą w salonie. Ktoś lub Coś puka do drzwi.
JULIA Czyż mi się zdaje czy słyszę pukanie? Ktoś lub coś staje w progu.
ROMEO Wejdźże dobrodzieju. Nie stój tak w cieniu, Bo twarzy twej dostrzec nie mogę.
ROMAN BOND Jam Ci Roman Bond. Posłaniec od matki tej o to tu siedzącej, Głupiej bezdusznej i rozpustnej Panienki. Pani Kapuleti kazała przekazać mi te smutną wiadomość, Jakowo wczorajszej nocy Jegomość Zmarł na skutek zamartwienia. Julia mdleje. Służąca cuci Julie.
ROMEO Wyciągnij szpadę, jeśli Ci życie miłe! Nikt nie pohańbi honoru mej miłej! Romeo i Roman dobywają broni. Rozgorzała walka w całym domu.
ROMEO Giń maszkaro. ]:-> Romeo celuje szpadą w Romana, pudłuje i spada ze schodów.
ROMEO AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
ROMAN BOND Powiedziałeś A, Ja powiem B. Roman dobija Romea szpadą. Julia budzi się.
JULIA Zaliż cóż że intrygującego mię ominęło? Romeo czemuż obijasz się na podłodze? Czemuż mi nie odpowiadasz?
ROMAN BOND Już on Ci nie odpowie nigdy panienko.
JULIA Czemuż to?
ROMAN BOND Bom go zabił. Roman wybiega z płaczem z domu.
Dwa lata później…
Julia nie mogla się otrząsnąć po stracie ukochanego. Czemuż spotkało ją coś tak złego? A czemuż nie dobrego? Jedyną pociechą, Był Parys owy, Lepszy od Casanovy. Żyć w błogiej nieświadomości musiał Gdyż potomkowie wroga jego na rękach mu siusiały.
I zyli dlugo i mokro w Weronie. .
Koniec
-radosna twórczość Klaudii Gumieniak i Alicji Kasjanowicz z okresu młodzieńczego
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła? (23:24) - Nie wiem... Pewnie byś gnuśniała, wpadła pod samochód, nie zdała matury i kopała rowy. Si vis pacem para bellum (23:25) - Kto chce pokoju, szykuje się na wojnę... (23:26) [...] -Ignis, mare, mulier – tria mala (23:53) [...]
"[...] to nasze wybory ukazują , kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności."-J.K. Rowling
Pamięć tej, która bliskim nigdy nie szczędziła czasu i pieniędzy. Wiecznie silna, zdrowa, niepokonana. Zawsze znajdywała wyjście z trudnych sytuacji. Życie nie szczędziło jej rozczarowań, które skrzętnie wykorzystywała w drodze do wygranej. Najlepsza towarzyszka rozmów przy wszystkich trunkach. Pasjonatka życia, w wielu formach. Wiecznie studiowała. Podróżniczka, żeglarka, świat był jej domem. W swoich zdjęciach i obrazach zostawiła część swojej duszy. Książki jej autorstwa okazały się bestsellerami na całym świecie. Jej śmierć spowodowała pustkę w życiu rodziny i przyjaciół.
Tak, po mojej śmierci zróbcie pogrzeb i stypę a potem afterparty i bawcie się cały tydzień.
Chcesz dokonać zmian w swoim życiu? Napisz nekrolog.
A gdyby nie było ograniczeń?
"Pragnienie to paliwo w palenisku ambicji."- Bryan Tracy
Przyjaźń, dziwna sprawa, pojawia się niespodziewanie, zostaje na zawsze. Wypracowany związek między ludźmi o podobnym spojrzeniu na świat. Ale co kształtuje to spojrzenie na świat?
Wsiadając dziś do samochodu jednym uchem słuchałam Florence, drugie bez słuchawki wychwyciło fragment audycji w samochodowym radiu. Odnosił się do twórczości jakiegoś muzyka, mówił że w życiu najważniejsze są marzenia, to one kształtują los człowieka. Pomyślałam, że to na prawdę jest zgodne z moją naturą. Bez marzeń nie jesteśmy sobą, to czego chcemy napędza życie.
Dalej Łomianki i spotkanie z naszymi przyjaciółmi. Bez nich życie byłoby gorsze. Spacer po Kampinosie, to co kocham, dobre powietrze. W ogóle, spacer pozwala ukoić zmysły. Inspiruje, wrócę do techniki akwareli dla Kampinosu ale o tym później...
Celebrowanie nowego roku z Dorato, "go diamond". Zgadzam się, musimy to osiągnąć. Towarzystwo dobrej sztuki w wykonaniu m. in. Józka i Murzyna, dobre białe Sauvignion prosto z Francji i finalnie Foradori. Lekka irytacja rodziców, nie wiem może z powodu tak silnej głowy, albo z zazdrości, bywa. Nie każdy jest w stanie docenić unikalność takiego połączenia.
I rozkminy again. Z Alicją wnioskujemy, marzenia muszą też być wysoko postawione. Co z tego, że marzeniem jest dotrwanie do końca tygodnia?
This is a gift it comes with a price
Who is the lamb and who is the knife
When Midas is king and he holds me so tight
And turns me to gold in the sunlight
I look around but I can´t find you
(raise it up)
If only I could see your face
(raise it up)
Instead of rushing towards the skyline
(raise it up)
I wish that I could just be brave
I must become a lion hearted girl
Ready for a fight
Before I make the final sacrifice
1 Heineken Open'er 2011 2 Przewaga górek nad dołkami 3 Determinacja w spełnianiu marzeń 4 Odkurzę gitarę i już nigdy więcej nie pozwolę jej być w tak zapłakanym stanie 5 Wytrwale będę kontynuować działalność BLOGA
Leżąc dziś w łóżku gdy już wszyscy domownicy spali rozkminiałam, dużo. W rytm Kasabiana, RHCP, AC/DC, Florence + The Machine, rozmyślałam jak będzie jak było i co możemy zmienić. Jest dobrze, staje się coraz lepiej. Mam nadzieje, że to będzie nasz rok, ubiegły w kontekście imprezowym upłynął dla mnie średnio. Poza pewnymi perypetiami "Epickiego Melanżu" i Sylwkiem u mnie, za wiele się nie działo. Nadchodzi rok osiemnastek...
Mijający rok pozostawia w nas traumę nieodwracalnych zmian życia politycznego kraju. Nieodwracalnych przemian w naszej mentalności. Jedna z naszych ideologii głosi, że czasem już tak jest gdy coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać. Jak Oleczka zwykła mówić, nie patrzmy w przeszłość, patrzmy w przód. Nasze cele są teraz najważniejsze, postanowienia to to czym po Sylwestrowej nocy należy się zająć. By ten rok nie rozleciał się wraz z pięknymi ideologiami Sylwestrowych toastów.