piątek, 23 marca 2012
niedziela, 18 marca 2012
MOJE MOTYWACJE
Piękna słoneczna pogoda urodzinowego weekendu przyniosła nowe inspiracje. Rozkminy nad sensem życia, jak zawsze najfajniejsze co może być. Pola Mokotowskie razy dwa. Najpierw foto a potem to synestezyjne drzewo. Powtarzam się, rok temu były takie same dni, też w marcu. Zastanawiam się co mój umysł kombinuje... I ta melodia, mój mózg jej nigdy nie zapomni, sam ją stworzył. Im więcej słońca, tym bardziej chce mi się żyć. No i nie mogę się doczekać czwartkowego TEDx Warsaw.
Ale najciekawszą sprawą tego weekendu jest odkrycie bloga pewnego nauczyciela. Jego słowa stanowią dla mnie inspiracje. Wciąż nie rezygnuję z marzenia, że będę kiedyś czyimś mentorem, a nie tylko nauczycielem. Dzięki treściom prezentowanym przez Kamila wiem że zwykła szkoła jest przeżytkiem. Moja szkoła to będzie dobry biznes zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Pociesza mnie fakt że ludzie z którymi marzy mi się współpracować już działają i chcą by szkoła zmieniła się ze smutnych więziennych murów w miejsce kreatywności i indywidualnego myślenia.
Gorąco polecam bloga:
Chyba już kiedyś pisałam, że każdy z nas jest w pewnym sensie artystą. W końcu w sztuce chodzi o przekazywanie własnych emocji. Ta część komunikacji jest kluczowa, a mimo to często ludzie z niej rezygnują. Przyczyną jest szukanie własnej ekspresji a jednocześnie brak wiary w to że posiadamy jakieś wybitne umiejętności. Ale przecież umiejętności się nie dostaje tylko wypracowuje.
W konsekwencji tego, każdy jest też po części nauczycielem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam tu na myśli bycie wzorem i inspiracją dla potrzebującego człowieka. To jedyny ratunek w momencie gdy on pragnie akceptacji, ekspresji i szczęścia. Nie jest to łatwe, bo wymaga wykształcenia nawyków, dopiero wtedy można pomóc drugiej osobie w kształtowaniu ich u siebie.
Choć, jak powiedziała kiedyś moja mentorka, "Skrót to najdłuższa odległość pomiędzy dwoma punktami". No właśnie, by uniknąć umysłowych skrótów, edukacja właściwa trwa około 12 lat, ale niestety jej forma nauczania czasem narzuca uczniowi skróty, wydłużające drogę do szczęścia. Dlatego też reforma jest potrzebna. Konieczne jest zbliżenie do siebie biznesu i edukacji za pomocą multimediów i inspiracji literaturą sukcesu. Bo młodych, przedsiębiorczych i kreatywnych ludzi będzie potrzeba w XXI wieku.
czwartek, 15 marca 2012
non omnis moriar
"Jeśli chcesz przeżyć swoje życie w sposób twórczy, jak artysta, nie możesz zbyt często oglądać się za siebie. Musisz być gotów wziąć wszystko co zrobiłeś, wszystko czym byłeś, i odrzucić to. Im bardziej świat zewnętrzny usiłuje utrwalić twój obraz, tym trudniej będzie dalej być artystą, dlatego właśnie twórcy często muszą mówić: "Do widzenia. Muszę odejść. Zaczynam wariować i zabieram się stąd". A potem idą i gdzieś się hibernują. Może później znów się pojawiają, trochę już inni"
Steve Jobs, w wywiadzie dla Playboya, Nowy Jork 1985
środa, 14 marca 2012
Ad fontes!
Do źródeł!
Tak prosto do nich trafić?

Kamil mówi- poznaj swoją legendę. No ok, poznaję. Tylko ten krzyk dookoła, że właściwie to i tak powinnam zarabiać pieniądze, trochę mnie czasem rozprasza. Właściwie to nic, poradzę sobie i z tym. Zgodzę się z ludźmi renesansu, każdy z nas jest kowalem swego losu.
Kształtujemy swoje życie. Każdego dnia kreujemy światopoglądy i umiejętności. Nieodzownym elementem tego procesu są zgony i zmartwychwstania. Zgodzę się z gimnazjalnym frazesem, całkowitą prawdą jest to że czasem coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać. Po co się tym przejmować? Pewne idee i tak same zmartwychwstają, bo są nam drogowskazami na ścieżce życia.
Jak już wielokrotnie wspominałam, nigdy bym się nie spodziewała że ta cała akcja z nekrologiem będzie miała takie skutki. Chyba wtedy nie czułam samej siebie. To wszystko musiało się wydarzyć. Musiałam upaść tak nisko, by szczęście tego poziomu miało dla mnie znaczenie. Jego serdecznie wartościowe aspekty. Zastanawiam jak ma się moja obecna ideologia do mojej zeszłorocznej odliczanki.

Hmm. Rozkmina z muzyką?
Już wiem, do czego służą Floydzi, w zeszłym roku uważałam ich za ludzi z dobrą muzyką, lecz bez ideologii. Przecież pragnęłam tylko i wyłącznie pozytywnej ideologii. Tak się nie da. Szczęście nie smakuje tak samo gdy tylko ono nadaje kształt życiu. Nie wymyślę nic lepszego od starożytnych, przeżycie rodem z widowni teatru antycznego służy prawdziwemu dotknięciu życia. Od samego dołu, często aż całe ciało drętwieje. Katharsis i łatwiej dopasowywać kolejne elementy układanki pt. "Życie".
Sukces?
Nie jest szczęściem samym w sobie, lecz świadomością drogi. I jeszcze jedno, że błędy są ludzkie, istnieją i są elementem życia. Ucząc się popełniamy je, bo próbujemy teorii w praktyce. Utopia stanowi wizję umysłu, realia podsuwają możliwości, trzeba wybrać te zgodne z sercem. Dualistyczny charakter tego zjawiska niejako dowodzi o dwóch niezależnych środowiskach kreujących sukces. Jak z ludźmi czasem ciężko się zgodzić, tak tym bardziej z realiami które się o nas nigdy nie pytają. Więc nie ma co się przejmować, gdy pojawi się jakiś błąd (nasz i nie nasz), jedyne co można zrobić to wyciągnąć wnioski i iść dalej.
Utopijna obsesja?
Nie dziękuję. Gorzki upadek umysłu pełnego wizji był gorzkim lekarstwem. Najwyraźniej go potrzebowałam. Od niedawna pcham się w każdą sytuacje która jest dla mnie nową i stwarza obce mi realia. Nie lubię zmian, ale tylko dzięki nim mogę się rozwijać. Między innymi do tego służą przypały. Chociażby najprościej, z alkoholem. Kiedyś czułam że poprawność się liczy. Ok. Jest się wówczas zgodnym z normą, a z sobą? Niestety świat w którym się rozwijamy każe nam to robić. Tylko że każde działanie ma swoje rezultaty. Zagłuszając je, jednocześnie zagłuszamy proces definiowania samego siebie.
Nie da się wywalić złych emocji takich jak nienawiść, zazdrość, smutek, strach, wstyd. Jednocześnie przygarniając radość, ekscytacje, miłość i spełnienie.
Karolina powiedziała kiedyś że mat-fizowi tłumaczy się epoki literackie poprzez porównanie ich przebiegu do do sinusoidy (odejście i powrót do antyku). Ja do sinusoidy porównam życie.
czwartek, 8 marca 2012
embracing vulnerability
Trzeci dzień z rzędu pociąg do sztuki.
Nie sądzę by to był przypadek. Akt twórczy stanowił zawsze największy fun. Wpiepszanie farb? Ślina jest lepsza od wody, pędzel szybciej staje się czysty.
Tnę kartkę każdą swą myślą. Też czytam Staffa. Emocjonalnie najbliżej mi do Cypriana. Ale to wciąż nie ten stan, choć jak Leśmian napisał, liczy się sama droga. Tylko czy masowy grób jak te w XVIII wiecznym Paryżu to miejsce dla mnie. Kto zadecydował gdzie mam umrzeć? Przecież nie żyję po to by mieć ładny grób. Co ja bredzę?
CAMERA OBSCURA
Kocham szczerze ten typ magii ogólnodostępny. Wyniosę ją na szczyt. Jak Anioł freski. Tylko że dla mnie Boga nie ma. A może i dla niego nie było?
Umysł boli, trą się komórki. Na każde zawołanie są i znikają pierwiastki uczuć.
NOC KSIĘŻYCOWA
Błądzimy pośród bezkresów,
Wśród niepojętych pustkowi,
O, siostry-gwiazdy, nie dalsze,
Niż człowiek jest człowiekowi.
Choć się tak bardzo różnimy,
Na wiecznej snu bezgranicy
Pomiędzy nami i wami
Nie ma, o, boskie, różnicy.
Po czarnej nocy nieznanej
On was rozproszył i nas też...
Wysoko czuwa w milczeniu
Księżyc spokojny jak pasterz.
(L.Staff Martwa Pogoda)
"Dniem zacieszamy do słońca,
nocą wyjemy do księżyca" -J.K
Subskrybuj:
Posty (Atom)