Podtrzymywana na siłach całą masą środków przeciwbólowych, zdecydowałam się na dobry film by przenieść myśli w inny świat. Wybory nie padają całkowicie losowo, subiektywnie powiązałam go z tematem "capital punishment', poruszonym w mijającym tygodniu i po raz kolejny obejrzałam dramat obyczajowy "Zielona Mila" wyreżyserowany przez Franka Darabonta w oparciu o powieść Stephena Kinga.
Uważam, że powinien otrzymać Oscara, przynajmniej za adaptowany scenariusz. Nie czytałam w prawdzie serii książek, jednak jest w nim coś co przyciąga. Jest coś co realizuje temat. Po części to przez mistyczną postać Johna Coffey'a, realistycznie oddaną przez Michaela Clarka Duncana. John, Człowiek-Cud Boski, od początku przyciąga uwagę. Za sprawą swych gabarytów ciała, a wkrótce za sprawą niezwykłych czynów. Inną rzeczą przyciągającą uwagę jest ekranizacja realiów, tematu od zawsze nurtującego człowieka.
Czy mamy prawo podejmować decyzję o życiu lub śmierci drugiego człowieka? Tajemnicze więzienie, miejsce wymierzania wyroków sądu stanowego. Tak właściwie to sędzia jedynie podpisuje dokument, a urzędnicy muszą wykonać to, co w dokumencie jest zawarte. Niby to prosta rutynowa egzekucja, drogą prawa, jednak budzi kontrowersje. Presja emocjonalna ciążąca na urzędnikach, posada wymagająca zdecydowanej postawy wobec wiary. Niezgodna z pewnymi fragmentami biblii. Z pewnymi dogmatami wiary chrześcijańskiej zgodna. Jedno z przykazań owego wyznania stanowczo nakazuje "Kochaj bliźniego, jak siebie samego.", czy bylibyśmy w stanie sami sobie wymierzyć karę śmierci? Czy mamy do tego prawo? Jak usprawiedliwić ludzi wykonujących wyrok śmierci?
Po obejrzeniu filmu nasuwa mi się pytanie o słuszność kary śmierci. Parę dni temu powiedziałabym bez wątpienia, jestem za. No bo przecież to nie problem zbudować oddziały, dzięki którym nasze koszty utrzymania więźniów spadną. Będzie więcej pieniędzy na służbę zdrowia, szkolnictwo, emerytury. Ale przecież system ten tak jak każdy inny stworzony przez człowieka jest niedoskonały. Ile ludzi zostanie zabitych przez omylną decyzję? Można twierdzić, że system wymiaru sprawiedliwości zostanie przygotowany, omyłek nie będzie. Szczerze w to wątpię. Wydaje mi się, że jest to droga na skróty. Przez to najdłuższa z możliwych. Poza ludźmi obłąkanymi, znajdą się tam też tacy, którzy zrozumieją swój błąd, ale prawo nie będzie przewidywać dla nich drugiej szansy. Odpowiednie wykształcenie społeczeństwa to właśnie droga która prowadzi do najmniejszej liczby zgonów, jest najbardziej humanitarna i nie wymusza trudnych wyborów.
Weźmy chociażby na przykład Johna Coffey'a. To skrajny przypadek, wyjątkowo zmuszający do refleksji.
Niesłusznie skazany na krzesło elektryczne, człowiek-cud. Musi zginąć, z powodu niewłaściwych wniosków wymiaru sprawiedliwości. Strażnik wykonujący wyrok, ma do końca życia wątpliwości, czy może uzyskać zbawienie, bo zabił tak piękne Boskie istnienie. Nie ma szans cofnąć tego. Ale przecież każde życie powinniśmy chronić za każdą cenę. Zwłaszcza, gdy tak ciężko odróżnić ludzi bez przyszłości, od tych którym druga szansa się należy.
Takie miejsce służy także demoralizacji obustronnej. Zarówno więźniowie, tracący nadzieję.
Być może żałują za swoje grzechy, ale też z czasem mogą tracić zmysły. Jak i ludzie ich tam wysyłający, wykonujący wyroki, mogą oszaleć, nie wiedząc czy słusznie postępują. To takie typowe dla naszej cywilizacji, zrzucić obowiązek na innych, jakoś się to wykona, a my możemy zająć się naszymi sprawami. No bo przecież nie musimy wchodzić w szczegóły tej procedury. Ludzie nie będą, dopóki nie dotknie ich to osobiście.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz