Drugi dzień świąt upłynął pod hasłem uzupełniania zaległości muzycznych. Między innymi dyskografii AC/DC, oficjalnie należącej w całości do mojego brata. Jestem pod wrażeniem umiejętności braci Youngów i ich współpracowników w poszczególnych latach. Oczywiście część z tej muzyki wiąże się z moim dzieciństwem, i prezentowaniem jej przez mojego brata, ojca ale wtedy myślałam że jest zbyt prosta, monotonna.
Nie jest! Każda piosenka, pomimo utrzymania w podobnej tonacji, jest źródłem energii, seksu. Żałuję, że nie wybrałam się na koncert owego zespołu w mijającym roku 2010 na warszawskim Bemowie. To było wielkie pierdolnięcie, którego żałuję teraz tak samo jak Heineken Open'era 2010 z moim ulubionym Kasabianem. Błędy w tym roku popełnione zmuszają mnie do pierwszego noworocznego postanowienia. Za wszelką cenę muszę wybrać się na przyszłorocznego Heinekena!
"We drink a lot, that demon drop
This one's on me, here's mud in your eye"
This one's on me, here's mud in your eye"
AC/DC-Whiskey on the rocks


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz