To były najdziwniejsze i najbardziej pracowite ferie w moim życiu. Kto normalny pisałby się na cztery godziny niemieckiego dziennie przez pierwszy tydzień, na drugi zabierał ze sobą pięć podręczników i wkuwał nieregularne na wyciągu? Na pewno nie ja. Może jednak zgodnie z fejsowym sloganem, powinnam przyznać, że je p*******. Nie odpoczęłam, chociaż Polskie góry są spoko.
Mazowiecki dzień odrabiania pracy domowej uważam za rozpoczęty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz