niedziela, 27 lutego 2011

Prz*********ć ferie?

To były najdziwniejsze i najbardziej pracowite ferie w moim życiu. Kto normalny pisałby się na cztery godziny niemieckiego dziennie przez pierwszy tydzień, na drugi zabierał ze sobą pięć podręczników i wkuwał nieregularne na wyciągu? Na pewno nie ja. Może jednak zgodnie z fejsowym sloganem, powinnam przyznać, że je p*******. Nie odpoczęłam, chociaż Polskie góry są spoko.









Na dodatek przywaliłam, ciekawe czy jeszcze będzie mi dane wpiąć się i zjechać. Oby tak, bo na krawędzi jest lepiej niż gdziekolwiek indziej. 








Mazowiecki dzień odrabiania pracy domowej uważam za rozpoczęty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz